Pacjent nie przy chodzi do gabinetu jako sama szyja, bark, biodro czy odcinek lędźwiowy. Przychodzi z całym organizmem, który porusza się, oddycha, reaguje na otoczenie, reguluje napięcie i próbuje dostosować się do tego, co dzieje się wokół niego.
W fizjoterapii coraz częściej patrzymy właśnie w ten sposób. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu powięź była traktowana głównie jak opakowanie dla innych struktur. Dzisiaj analizujemy łańcuchy mięśniowo-powięziowe, mechanotransdukcję, propriocepcję, autonomiczny układ nerwowy i zależności pomiędzy odległymi częściami ciała. Jednocześnie wiele podobnych zależności od tysięcy lat opisuje medycyna Wschodu, tylko robi to własnym językiem: meridianów, energii, yin i yang, czakr czy dantienów.
Nie chodzi o to, żeby wyrzucić atlas anatomii i zastąpić go mapą meridianów. Ciekawsze pytanie brzmi: czy możemy przełożyć część tych dawnych pojęć na język, który będzie użyteczny przy pracy z pacjentem?
Medycyna Wschodu w gabinecie i anatomia nie muszą ze sobą walczyć
Problem zaczyna się zwykle na poziomie języka.
Kiedy fizjoterapeuta słyszy o mięśniu, nerwie, powięzi czy splocie nerwowym, wie mniej więcej, gdzie tego szukać. Kiedy słyszy o przepływie energii albo kanale energetycznym, robi się mniej konkretnie.
Wspólnym mianownikiem dla współczesnej fizjologii, medycyny chińskiej czy dawnych systemów hinduskich cały czas pozostaje ten sam człowiek. Zmienia się sposób opisywania tego, co w nim obserwujemy.
Dawne systemy powstawały bez EMG, EEG, rezonansu czy współczesnej wiedzy o układzie nerwowym. Posługiwały się więc opisem funkcji, kierunku, ruchu, równowagi i reakcji organizmu.
Dzisiaj możemy te obserwacje rozłożyć na mniejsze elementy.
Dla fizjoterapeuty największa wartość pojawia się nie wtedy, kiedy próbujemy udowodnić, że jedno pojęcie jest dokładnym odpowiednikiem drugiego, ale kiedy tradycyjny model podpowiada nam kierunek dalszego badania pacjenta.
POSŁUCHAJ FIZJOPODCASTU
Meridiany a powięź. Czy mówimy o tym samym?
Jednym z najłatwiejszych miejsc do zbudowania takiego mostu jest system powięziowy.
W medycynie chińskiej ciało opisuje sieć kanałów energetycznych biegnących przez określone obszary. Współczesna anatomia pokazuje z kolei ciągłość systemu powięziowego, w którym napięcie nie zatrzymuje się na jednym mięśniu. Przechodzi przez rozcięgna, przegrody, troczki i kolejne warstwy tkanki łącznej.
W podcaście prowadzący zwracają uwagę na podobieństwa pomiędzy przebiegiem niektórych meridianów a opisywanymi współcześnie łańcuchami mięśniowo-powięziowymi. Przywołują w tym kontekście prace dotyczące powięzi oraz koncepcje taśm anatomicznych.
Dla gabinetu nie musi z tego wynikać stwierdzenie: „meridian to powięź”.
Znacznie bardziej użyteczne jest coś innego.
Jeżeli pacjent ma problem w jednym miejscu, przebieg danego łańcucha może podpowiedzieć, gdzie jeszcze warto sprawdzić zmianę napięcia, ruchomość czy sposób przenoszenia obciążenia.
To zresztą nie jest obce współczesnej fizjoterapii. Kiedy widzimy problem ze stopą, nie kończymy badania na stopie. Patrzymy na staw skokowy, kolano, biodro, miednicę i dalej na organizację całego ruchu.
Mapa meridianu może pełnić podobną funkcję: nie dawać odpowiedzi, tylko poszerzać obszar poszukiwania.
Co właściwie znaczy „energia” w pracy z ciałem?
To słowo potrafi zepsuć całą rozmowę, zanim się ona na dobre zacznie.
Jeżeli jednak na chwilę odłożymy samo nazewnictwo, okaże się, że fizjoterapeuta cały czas pracuje z procesami, których nie da się opisać wyłącznie jako przesuwania jednej struktury względem drugiej.
Układ nerwowy komunikuje się poprzez zjawiska elektryczne. Aktywność mięśni możemy rejestrować w EMG, serca w EKG, a mózgu w EEG. Tkanka łączna reaguje na obciążenie mechaniczne, zmiany ciśnienia i napięcia. W odcinku prowadzący odnoszą do tego również mechanotransdukcję i właściwości piezoelektryczne tkanki łącznej.
Czy oznacza to, że chińskie qi jest po prostu impulsem elektrycznym albo napięciem powięzi?
Nie.
Takie uproszczenie szybko prowadziłoby w ślepą uliczkę.
Możemy natomiast potraktować pojęcie energii jako starszy, szerszy opis zdolności organizmu do ruchu, reagowania, przepływu, regeneracji i adaptacji.
Gabinetowo robi się wtedy znacznie ciekawiej, ponieważ zamiast pytać abstrakcyjnie, czy pacjentowi „brakuje energii”, możemy zacząć obserwować, jak jego organizm radzi sobie ze zmianą.
Czy napięcie łatwo rośnie i równie łatwo opada? Jak wygląda oddech? Jak ciało reaguje na dotyk? Jak pacjent przechodzi z aktywności do odpoczynku? Czy po interwencji zmienia się ruch, napięcie albo sposób obciążania?
Wtedy wracamy do czegoś, co możemy sprawdzić.
Czakry i autonomiczny układ nerwowy
Podobnie można spojrzeć na centra energetyczne.
W tradycyjnych systemach są one lokalizowane w osi ciała. Jednocześnie właśnie w tych rejonach znajdują się ważne sploty nerwowe oraz struktury uczestniczące w autonomicznej regulacji organizmu.
W podcaście prowadzący zestawiają między innymi okolice miednicy, jamy brzusznej, klatki piersiowej, gardła i głowy z przebiegiem oraz lokalizacją odpowiednich struktur układu nerwowego.
Znów nie warto robić z tego równania:
czakra = splot nerwowy.
Można jednak zauważyć, że tradycyjne systemy przywiązywały szczególną wagę dokładnie do tych rejonów ciała, które także z perspektywy anatomii są mocno związane z regulacją funkcji narządowych i autonomicznych.
I tutaj zaczyna się praktyka.
Pacjent z wysokim napięciem w obrębie brzucha nie musi mieć żadnej „zablokowanej czakry”. Możemy natomiast przyjrzeć się temu, jak oddycha, jak zachowuje się ściana brzucha, jaka jest ruchomość żeber, w jaki sposób reaguje jego układ autonomiczny i czy napięcie zmienia się razem ze zmianą stanu pobudzenia.
Tradycyjny model może skierować wzrok terapeuty na określony obszar. Dopiero badanie mówi nam, czy ten kierunek ma w przypadku konkretnego pacjenta znaczenie.
Yin i yang w gabinecie fizjoterapeuty
Jeszcze bardziej czytelne robi się to przy yin i yang.
Medycyna chińska opisuje funkcjonowanie organizmu jako nieustanną relację przeciwstawnych, ale wzajemnie potrzebnych jakości. Jest aktywność i odpoczynek, ruch i zatrzymanie, pobudzenie i regeneracja.
W podcaście jednym ze współczesnych punktów odniesienia dla takiego spojrzenia staje się autonomiczny układ nerwowy.
Część współczulna przygotowuje organizm do działania, szybkiej reakcji i mobilizacji. Część przywspółczulna wiąże się bardziej z regeneracją, odpoczynkiem i trawieniem. Prowadzący zestawiają te dwie jakości z tradycyjnym podziałem na yang i yin.
Nie jest to oczywiście ten sam model fizjologiczny ubrany w dwa różne słowa. Daje jednak terapeucie bardzo prostą perspektywę:
czy organizm pacjenta potrafi przechodzić pomiędzy mobilizacją a regeneracją?
Pacjent może mieć świetne zakresy ruchu i jednocześnie cały czas funkcjonować w wysokim pobudzeniu. Może trudno mu się rozluźnić na leżance, oddech pozostaje płytki, a po kilku minutach pracy napięcie szybko wraca.
Jeżeli widzimy taki obraz, dokładanie kolejnej lokalnej techniki nie zawsze jest pierwszą rzeczą, której ten organizm potrzebuje.
Najpierw warto zrozumieć, w jakim stanie znajduje się cały system.
Medycyna Wschodu w gabinecie nie zastępuje badania
Tutaj pojawia się najważniejsze zastrzeżenie.
Szerokie spojrzenie łatwo zamienić w nowy schemat.
Kiedy zaczniemy automatycznie przypisywać każdemu objawowi odpowiedni meridian, emocję czy centrum energetyczne, wracamy dokładnie do tego samego problemu, od którego chcieliśmy uciec. Zamiast lokalnego schematu anatomicznego tworzymy schemat energetyczny.
Zmienia się język, ale sposób myślenia pozostaje ten sam.
Dlatego medycyna Wschodu może być w gabinecie mapą, nie diagnozą.
Jeżeli przebieg kanału sugeruje zależność z odległym obszarem, sprawdź ją.
Jeżeli sposób funkcjonowania pacjenta przypomina przewagę jednej jakości nad drugą, zobacz, jak reaguje jego układ nerwowy.
Jeżeli wywiad pokazuje silny związek pomiędzy stresem a nasilaniem objawów, uwzględnij ten element w strategii.
Po interwencji wróć do tego, co było ograniczone przed chwilą.
Czy zmienił się ruch? Czy zmieniło się napięcie? Czy pacjent inaczej obciąża kończynę? Czy oddycha swobodniej?
Dopiero wtedy dostajemy informację, że znalezione połączenie może być warte dalszej pracy.
Co z tego wynika dla fizjoterapeuty?
Nie trzeba od jutra badać wszystkich pacjentów według mapy meridianów.
Warto natomiast wykorzystać medycynę Wschodu do zadawania trochę innych pytań.
Gdy objaw wraca mimo prawidłowo prowadzonej pracy lokalnej, można poszerzyć badanie o dalszy przebieg napięcia. Jeżeli pacjent jest cały czas mocno pobudzony, warto spojrzeć na problem także przez autonomiczny układ nerwowy. Jeśli napięcie zmienia się razem z oddechem, pozycją albo pracą odległego obszaru, mamy kolejny trop do zweryfikowania.
Cały czas obowiązuje ta sama zasada:
najpierw badamy, potem budujemy hipotezę, następnie interweniujemy i ponownie sprawdzamy reakcję pacjenta.
Medycyna Wschodu może poszerzyć mapę. Anatomia i fizjologia pomagają zrozumieć, po czym właściwie się poruszamy.
Najważniejsze pozostaje to, co wydarzy się przy leżance.
Chcesz nauczyć się łączyć te elementy w jedną strategię terapii?
Jeżeli interesuje Cię sposób pracy, w którym anatomia i fizjologia spotykają się z medycyną chińską, regulacją autonomicznego układu nerwowego, emocjami i koncepcją Pięciu Energii, właśnie takie spojrzenie rozwijamy podczas szkolenia The Five Energy Therapy (FET).
Nie chodzi o zastępowanie fizjoterapii innym systemem. Chodzi o poszerzenie sposobu badania pacjenta i nauczenie się łączenia informacji, które na pierwszy rzut oka mogą do siebie nie pasować.